Rząd Pakistanu uznał chyba, że jest w kraju już zbyt spokojnie i wypuścił z aresztu domowego Maulana Abdul Aziza, imama z Czerwonego Meczetu, który nawołuje do obalenia świeckiego rządu w Pakistanie - w walkach z policją poległo dwa lata temu ponad 100 jego bojowników. Imam natychmiast wygłosił przemówienie, w którym zażądał wprowadzenia szariatu w całym kraju i wezwał swoich wyznawców aby "byli gotowi na poświęcenia dla islamu. Tak jak poświęcili się dla niego bojownicy z Czerwonego Meczetu, dzięki czemu dzisiaj w Dolinie Swat wprowadzone może być prawo islamskie".
Ratyfikowane przez parlement pakistański w ubiegłym tygodniu porozumienie pomiędzy talibami a rządem pakistańskim o wprowadzeniu tego prawa - szariatu - jako obowiązującego w prowincji SWAT w zamian za zaprzestanie przez talibów walk okazało się, delikatnie mówiąc, nietrwałe. Talibowie nie przejęli się zobowiązaniem do zakończenia walk. Opanowali miasto powiatowe na obszarze sąsiedniego okręgu Buner i zaatakowali dwa inne okręgi. Znajdują się obecnie ok. 160 km od stolicy Pakistanu.
Natychmiast po ratyfikowaniu przez parlement porozumienia talibowie uznali, że musi ono natychmiast być zmienione. Porozumienie przewidywało dwa systemy prawne w prowincji SWAT - normalny państwowy i system sądów szariackich. Muhammad, przywódca ugrupowania Tehrik-e-Nifaaz Shariat Muhammadi, które walczyło o wprowadzenie szariatu i podpisało porozumienie dał rządowi termin do 23 kwietnia - a następnie go przedłużył na kilka dni - na zlikwidowanie sądów państwowych w prowincji. Jak powiedział rzecznik ugrupowania Amir Izzat Khan "dwa systemy prawne wprowadzają chaos". Tu akurat ma rację.
Co dalej? Muhammad powiedział na wiecu, że islam jest nie do pogodzenia z demokracją i wyborami, a rzecznik talibów Muslim Khan oświadczył wprost w wywiadzie telewizyjnym, że prawo islamskie nie będzie ograniczane od terenu prowincji i ma zostać wprowadzone na terytorium całego kraju.
Czy talibowie mają na to szansę? Gazety amerykańskie należące do sieci McClatchy Newspapers opublikowały wypowiedzi specjalistów wywiadu, którzy twierdzą, że Pakistan najprawdopodobniej wpadnie w ręce talibów. "Kraj ze 170 milionami ludności, 100 głowicami nuklearnymi i armią lądową większą od armi USA to nieA fganistan. Efekty jego upadku będą katastrofalne" powiedział David Kilcullen, ekspert w administracji Obamy. Nie powiedział, co wg niego po upadku Pakistanu stanie się z tymi głowicami
Nie tylko eksperci wyglądają na trochę zaniepokojonych. Hillary Clinton oświadczyła w przesłuchaniach przed Kongresem, że rząd Pakistanu nieustannie ustępuje terrorystom i ekstremistom a do tego jest skorumpowany i niezdolny do egzekwowania prawa nawet na terenach przez siebie kontrolowanych. "Dla USA i dla całego świata pogorszenie bezpieczeństwa kraju dysponującego bronią nuklearną stanowi śmiertelne (mortal) zagrożenie" powiedziała. Nie powiedziała tylko, co z tym zagrożeniem można zrobić. USA Robert Gates, chociaż stwierdził słusznie, że "rząd Pakistanu powinien nie tylko dostrzegać niebezpieczeństwo ze strony talibów, ale starać się mu przeciwstawić" też nie wyjaśnił, co z tym śmiertelnym niebezpieczeństwem robić. Miejmy nadzieję, że USA mają (bo na rząd Pakistanu chyba nie ma co liczyć) jakiś plan B pt. "Co robić, żeby 100 bomb atomowych nie dostało się w ręce Al Kaidy" . Miejmy nadzieję, że jest to plan istniejący w odróżnieniu od planu powojennej odbudowy Iraku i z bardziej optymistycznym przesłaniem niż stary dowcip "co robić w wypadku wybuchu wojny nuklearnej": przykryć głową gazetą i czołgać się spokojnie w stronę najbliższego cmentarza, nie wywołując paniki.
Na razie Zachód zdecydował przeznaczyć dla Pakistanu w najbliższych latach 5 miliardów dolarów pomocy na cele rozwoju. Z konferencji w Tokio Pakistańczycy wyjeżdżali zadowoleni: otrzymali o miliard więcej, niż prosili. Byłemu głównemu doradcy gospodarczego rządu w Pakistnie,Ashfaq Hassan Khanowi, który był tą hojnością bardzo zbudowany, chyba nie przyszło do głowy wyjaśnienie cyniczne: po prostu donatorzy zakładali, że i tak do władzy w Pakistanie dojdą talibowie i pieniędzy nie trzeba będzie zapłacić.
Bardziej praktyczne niż pieniądze może być w zwalczeniu fanatyków z tego regionu inne posunięcie, trochę wprawdzie z serii "lepiej późno niż wcale" ale zawsze: rozpoczęto blokowanie dostępu do stron internetowych prowadzonych przez afgańskich i pakistańskich talibów a przede wszystkim - rozpoczęto zagłuszanie ich pakistańskich radiostacji. Ludność miejscowa słucha tych rozgłośni nie całkiem z tych samych powodów co słuchacze Radia Maryja. Oprócz modlitw i innych programów religijnych radiostacje te nadają liczące setki nazwisk listy osób - urzędników, nauczycieli, policjantów itd. - którym już wymierzono karę śmierci, albo którzy są na liście do zabicia. "W wojnie informacyjnej przegrywamy, bo nie podejmujemy nawet walki" powiedział wysokiej rangi amerykański dyplomata (ambasador?) w Afaganistanie.
Somalia przechodzi na szariat
Żeby islamistów pozbawić pretekstu do toczenia wojny domowej parlament somalijski (istnieje, zbiera się chyba w stolicy Kenii) przyjął jednogłośnie uchwałę o wprowadzeniu w Somalii prawa islamskiego - szariatu. Na razie nie wiadomo, co na to islamscy bojownicy z Shababu, którzy kontrolują znaczną część kraju, gdzie wprowadzili własną wersję szariatu.
Co w praktyce oznaczać będzie w całej Somalii szariat, jeśli sądzić z jego dotychczasowego wprowadzenia w części kraju? Ponieważ zakazane są prostytucja i niewierność, prostytutki i niewierni (w tym osoby sypiające ze sobą bez ślubu) są kamieniowane. Kobiety muszą obowiązkowo zakrywać twarze, żeby nie narażać mężczyzn na pokusy. W klasach chłopcy i dziewczynki siedzą osobno (chłopcy oczywiście z przodu), a w starszych - uczą się w osobnych szkołach, do momentu, kiedy dziewczynki w ogóle przestają się uczyć. Autobusy są dla kobiet i mężczyzn oddzielne, a wspólna jazda na motocyklu kobiety i mężczyzny jest przestępstwem.
Zgodnie z wprowadzonymi przepisami niezamężne kobiety zatrudniane przez władze będą musiały znaleźć męża albo stracą pracę (nieżonaci oczywiście nie stracą). Kontrakty rządowe przyznawane będą tylko mężczyznom z brodami. A publiczne picie alkoholu będzie karane chłostą.
Szariat oczywiście ma też swoje specyficzne problemy. Z Malezji, kraju tzw. liberalnego islamu, nadeszła wiadomość, że rząd planuje nadanie sądom szariackim większych uprawnień żeby nie były postrzegane jako bezradne. Przedstawiciel premiera powiedział: "główny nacisk położymy na to, żeby chłosta jako kara wymierzana zgodnie z szariatem była przeprowadzana bez zakłóceń (flawlessly)". Nie udało mi się znaleźć informacji, jakie problemy występowały uprzednio przy karaniu chłostą w Malezji.
Z Somalii, a właściwie jej części, udającej osobne państwo, Puntlandu, nadeszła też i wiadomość pozytywna: na więzienie skazano tam 27 piratów, podobno pod naciskiem francuskim. Okazuje się, że jednak jakieś prawo tam działa, chociaż na ogół wszystkim tam opłaca się piratów tolerować - bo oni się też opłacają.
Hamas nie lubi swoich
Raport Human Rights Watch oskarżył Hamas o zabicie w czasie styczniowych walk z Izraelem albo po ich zakończeniu co najmniej 32 Palestyńczyków oskarżanych o kolaborowanie z wrogiem albo sprzyjanie konkurencyjnemu Al Fatah. Dziesiątki osób, zwolenników Al Fatah zostały również okaleczone strzałami w kolana a dziesiątki innych - bite i torturowane.
W jaki sposób kierownictwo Hamasu zabezpieczyło się przed atakiem izraelskim w czasie zimowych walk? Wg ujawnionego właśnie dokumentu armii izraelskiej, która prowadziła analizy, w jaki sposób dowódcy Hamasu przetrwali walki, centrum dowodzenia Hamas stworzył na jednym z oddziaów szpitala Shifa Hospital w Gaza City. W klinice w Khan Yunis stworzył natomiast drugie centrum dowodzenia i punkt zatrzymań i przesłuchań (patrz poprzedni paragraf). Na szeroką skalę wykorzystywał też ambulanse i personel przebrany za medyczny do dokonywanie dostaw wojskowych i przekazywania informacji. Wg raportu na 7 osób personelu medycznego, o jakich zabicie oskarżano Izrael, pięciu to bojownicy Hamasu, w tym bratanek ministra zdrowia...
Islamiści z Bangladesz nie lubią obcych
Zakazana w Bangladeszu organizacja islamistyczna Jamaat-ul-Mujahideen Bangladesh wysłała listy, grożące śmiercią pracownikom organizacji charytatywnych w mieście Barisal. Nakazała aby natychmiast wyniosły się z miasta: Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc, UNICEF i World Food Program. Groźby są raczej realne: przeprowadzone przez policję działania prowadziły do skonfiskowania materiałów wybuchowych i aresztowania ponad 100 osób. Jamaat-ul-Mujahideen przeprowadziła w roku 2005 serię zamachów bombowych w Bangladeszu, w których zginęły dziesiątki osób ale po powieszeniu jej 6 przywódców nie zabijała masowo w ostatnich latach. Widocznie odzyskała jednak siły. Dlaczego nie chce pracowników organizacji humanitarnych na swoim terenie? Przypomniał mi się (z góry przepraszam wszystkich, których mógłby urazić) stary dowcip o Hiobie, który zrozpaczony pyta Boga: ale dlaczego mnie to wszystko spotyka? Na to rozchylają się chmury, ukazuje oblicze Boga i słychać grzmiący głos: bo czegoś cię k...nie lubię.
Al Kaida miała i ma szerokie plany
Przygotowywany przez Al Kaidę zamach na wieżowiec w Los Angeles (wbicia w niego samolotu jak w Nowym Jorku) być może został udaremniony dzięki stosowaniu tzw. podtapiania wobec jednego z przywódców tej organizacji, Khalid Sheik Mohammeda. Wg ujawnionych właśnie przez administrację Obamy dokumentów, pytany o o przygotowywany zamach początkowo stwierdził tylko spokojnie "Wkrótce się dowiecie". Wielokrotne zastosowanie waterboarding spowodowało, że ujawnił szczegóły przygotowywanego planu a także jego wykonawców z komórki Al Kaidy z Azji Wschodniej, co doprowadziły do ich zatrzymania. Nie jestem pewien, czy pracownicy tego biurowca podpiszą petycję, domagającą się od rządu amerykańskiego zakazu podtapiania. Podtapianie polega na polewaniu wodą twarzy przesłuchiwanego przykrytej materiałem, co przy trzymaniu człowieka z głową niżej niż nogi daje mu wrażenie tonięcia.
Plany Al Kaidy nie ograniczają się do pojedyńczych budynków. Jeden z jej komendantów, Abu Yahya Al-Libi, oświadczył w nowym nagraniu wideo upowszechnianym na stronie internetowej organizacji, że nie ma różnicy między dżihadem w Palestynie a innymi dżihadami - również tym o odzyskanie Hiszpanii. Odwołał się do tradycyjnej islamskiej koncepcji, że ziemie raz należące do islamu należą do niego na zawsze. Bułgarzy, Węgrzy, Hiszpanie i Hindusi chyba nie są jej entuzjastycznymi zwolennikami. http://www.memrijttm.org/content/en/report.htm?report=3249¶m=APT
Wiadomości optymistyczne
Islam się reformuje. Na uniwersytecie Notre Dame w USA odbyła się konferencja na temat krytycznego - w sensie naukowym - podejścia do islamu. Jak napisał publicysta New York Timesa, Nicholas Kristoff, w kraju muzułmańskim taka konferencja nie mogłaby się odbyć. Nic dziwnego. Jeden z badaczy, występujący dla bezpieczeństwa pod pseudonimem Christoph Luxenberg (pierwszy raz słyszę o badaczu występującym na naukowej konferencji pod pseudonimem) upowszechniał tam swoje badania lingwistyczne, z których wynika, że z powodów językowych źle zrozumiano nagrodę, przewidywaną w Koranie dla poległych w walce z niewiernymi: w raju nie czekają na nich 72 dziewice ale takaż ilość winogron ewentualnie rodzynek. Teksty z konferencji mają być przetłumaczone na arabski.
Prezydent Iranu, Ahmadinejad w odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy Iran nadal chce eksportować rewolucję oświadczył, że ona już została wyeksportowana. "Narody świata powtarzają hasła narodu irańskiego i mówią o braterstwie, sprawiedliwości, pokoju, walce z uciskiem i zbrodniami syjonistów" powiedział Ahmadinejad, dodając, że "również ludzie w USA deklamują hasła irańskiej rewolucji". Wiadomość, że rewolucji irańskiej chodzi o sprawiedliwość i pokój byłaby jeszcze bardziej uspakajająca gdyby nie to, że, jak mówił stary dowcip komunistów, "zrobimy taką walkę o pokój na świecie, że kamień na kamieniu nie zostanie".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz